sobota, 27 lutego 2016

Peyote na skołatane nerwy

Ponieważ to dopiero drugi post postanowiłam kuć żelazo póki gorące i na sam początek zaserwuję Wam jeden z moich - nazwijmy to nałogów- zaplatania koralikowe .Fachowo zwane peyotami moje bransolety cieszą moje oczy i sprawiają ,że kiedy którąś skończę to odczuwam niesamowitą ulgę :).
Kocham pleść te szklane cudeńka - nosić nie zawsze...chyba nie mam gdzie i kiedy.

i jeszcze jedno ułożenie - taka mała abstrakcja na temat przedmiotu użytkowego ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz